728 x 90

Czy ktoś jeszcze się na to nabiera?

Czy ktoś jeszcze się na to nabiera?

Takiego emaila otrzymałem dziś.

Drogi przyjacielu.

Jestem barrister Pierre Atkins. Jak wszystko jest z tobą, napisałem przed miesiącem, spodziewając się, że odpowiesz na informacje pilne, które przekazałem. W każdym razie nie wiem, czy nie otrzymałeś tego, czy nie, dlatego wysyłam to przypomnienie. na temat przedsięwzięcia, które chciałbym z tobą poradzić. Mój ostatni klient, który zmarł na śmiertelny wypadek samochodowy z rodziną w drodze do pobliskiego kraju, pozostawiając w banku ogromną kwotę (5,211,000,00 dolarów USD) w banku, Am kontaktując się z Tobą mają to samo nazwisko z moim ostatnim klientem, aby pomóc mi uzyskać ten fundusz na swoim koncie bankowym bez żadnego problemu. Ale bądź spokojny, że wszystko jest legalne i wolne od ryzyka. Odpowiedz, aby uzyskać więcej informacji.

Z poważaniem,
Prawnik Pierr

Oczywiście gołym okiem widać, że jest to próba wyłudzenia danych osobowych oparta o model nigeryjski (kiedyś właśnie z tego kraju pochodziła większość skazanych na banicję książąt, próbujących właśnie dzięki nam odzyskać swój majątek). Każdy, kto jest trochę zorientowany w prawach rządzących siecią, od razu poczuje tu zgniły zapach oszustwa. A jednak ludzie wciąż udostępniają swoje dane i wpłacają pieniądze, licząc na szybki i niesamowicie wysoki zysk.

Jak pisze Łukasz Michalik w [1] “nigeryjski przekręt, zwany również nigeryjskim szwindlem ma wiele postaci. Swoją nazwę zawdzięcza wyjątkowej popularności wśród oszustów, działających z terenu Nigerii. Oszustwo tak mocno kojarzone jest z tym afrykańskim państwem, że na Zachodzie znane jest również pod nazwą 419 scam, pochodzącą od numeru artykułu z nigeryjskiego kodeksu karnego. Przekręt polega zazwyczaj (choć nie zawsze!) na obietnicy przekazania ofierze znacznej kwoty w zamian za niewielką wpłatę, która ma umożliwić np. przekupienie urzędników czy zdobycie odczynników, dzięki którym czarny papier zmieni się w dolary.” W czasach przed internetem, oferta przychodziła do ofiar w postaci zwykłych listów!

Scenariusz jest zawsze, albo prawie zawsze ten sam [2]: (…) Nieboszczyk nie jest krewnym odbiorcy, ale osobą o takim samym nazwisku. Nie posiada żadnych żyjących krewnych ani spadkobierców, nie sporządził też pisemnego testamentu – wydaje się więc, że całe jego ogromne bogactwo zostanie przejęte przez rząd! Nie chcąc dopuścić do zmarnowania tych pieniędzy, pracownicy banku, w którym są przechowywane, znajdują potencjalnego beneficjenta – osobę o tym samym nazwisku, która może zgłosić pretensje do pieniędzy po zmarłym. W zamian za swoje usługi proszą o niewielkie wynagrodzenie wynoszące zaledwie 30% pełnej kwoty.

Dlaczego taki przekręt w ogóle działa?

Jakiś czas temu znalazłem analizę sposobu podejmowania decyzji przez ludzi. W większości wypadków decyzje są podejmowane nieracjonalnie. Źródła nie mogę odnaleźć, ale generalnie chodziło o to, że mając do wyboru dwie opcje

  1. Tracę od razu 10 000.
  2. Tracę 20 000 z prawdopodobieństwem 75%.

Większość ludzi wybierze odruchowo opcję 2. A nie jest ona najbardziej optymalna, bo zakłada z bardzo dużym prawdopodobieństwem, że jednak stracimy (i to dużo więcej). Wynika to po części ze zjawisk, które sprawiają, że nie myślisz racjonalnie (Focus [3]), z których zasada unikania straty powoduje zwiększanie ryzyka wtedy gdy nie mamy pieniędzy.

Drugi przykład z obrazuje awersję do straty [4]:

“Kontekst korzyści: Jeśli zastosujemy lekarstwo A, umrze 400 tys. osób, jeśli natomiast zastosujemy lekarstwo B, istnieje 33,3 proc. szans, że nie umrze nikt i 66,6 proc. szans, że umrze 600 tys. osób. Kontekst straty: Jeśli zastosujemy lekarstwo A, 200 tys. osób zostanie uratowanych, jeśli natomiast zastosujemy lekarstwo B, istnieje 33,3 proc. szans, że 600 tys. zostanie uratowanych i 66,6 proc. szans, że nie uda się uratować nikogo. Pomimo że w obu przypadkach liczba pewnych ofiar śmiertelnych będzie identyczna, większość osób rozwiązujących „Paradygmat Choroby Azjatyckiej” kieruje się „awersją do straty” czyli wybiera mniej ryzykowną opcję (lekarstwo A) wówczas, gdy zapoznają się z nią w kontekście korzyści (opis nr 1); gdy natomiast problem przedstawiony jest w kontekście strat (opis nr 2), większość wybiera opcję bardziej ryzykowną (lekarstwo B).”

I tutaj wróćmy do naszego przykładu. Mamy tu możliwość, z pewnym prawdopodobieństwem, pozyskania znacznych kwot, a szanse na stratę wydają się w tym wypadku małe i pomijalne.

System nigeryjski bazuje na obietnicy uzyskania ogromnego majątku. Potencjalna strata nie wydaje się tutaj wówczas duża. I to powoduje, że cały czas ludzie się na to nabierają. Sprzedają domy, samochody, defraudują pieniądze z firm. W samych Stanach Zjednoczonych oszuści zarabiają z tego tytułu około 1 miliona dolarów dziennie [5]. 

Biznes na poziomie 1% PKB

Hak podaje Newsweek Holenderska firma Ultrascan szacowała łączny przychód oszustów w Nigerii w 2009 roku na 9 miliardów dolarów (ponad 1% PKB tego kraju). To duża gałąź przemysłu, a oszuści swój fach mają opanowany do perfekcji.[6].

Prawidłowa organizacja pracy oszustów jest dość trudna. Trzeba dobrze zaprojektować siec spamerską, tak aby wiadomości docierały do potencjalnych ofiar (a nie pozostawały wychwycone przez filtry anty-spamowe). Trzeba również pozyskać adresy e-mail do ofiar (a to już często kosztuje). Jest to więc bardzo duża operacja pod względem logistycznym. Cała procedura jest również bardzo dobrze zaplanowana pod kontem socjologicznym.

Wykorzystywany jest tu model małych zgód, o którym mogliście przeczytać w naszym serwisie już kiedyś (Manipulacje na stronach www [7]). Pierwszy mail, który otrzymujemy nie zawiera zwykle informacji o warunkach i dalszych krokach. Ma wzbudzić w odbiorcy zainteresowanie oraz często współczucie (biedny spadkobierca, młoda księżniczka na wygnaniu). Konkrety przesyłane są dopiero do osób, które odpowiedzą na wiadomości powitalne. Sam fakt, że odpowiedziały, sprawia, że wyraziły częściową zgodę na udział w oszustwie. Mają więc nad sobą “psychologiczny bat”, który sami sobie przygotowali. Skoro już się na coś zgodziłem, to będę w to brnął dalej…. Jednocześnie oszuści wiedzą, że osoby, które odpisały są dość naiwne, żeby nie użyć tu bardziej dosadnych słów.

Sama treść pierwszego maila też nie jest przypadkowa. Język jest specjalnie dobrany tak, żeby uwiarygodnić pochodzącego z daleka człowieka, starającego się za wszelką cenę i desperacko z nami porozumieć.

Czy warto wziąć udział w takim oszustwie?

To przewrotne pytanie jest w zasadzie retoryczne. Warto, o ile jest się oszustem z Nigerii. Od 1999 w Nigerii działa agenda Amerykańskiego Secret Service, ale mimo, że dokonała ona setek aresztowań nielegalny biznes “kręci się” coraz mocniej i obejmuje coraz więcej państw świata. Niestety, okazuje się, że rząd Nigerii nie chce współpracować w zwalczaniu tego procederu – nikt nie został przez nigeryjski są skazany z § 419 KK, żadna z ofiar nie dostała też odszkodowania. [5]. Jeśli masz być ofiarą, to raczej odpowiedź też jest jednoznaczna.

Warto natomiast poczytać przychodzące co jakiś czas listy, aby lepiej poznać wroga.

 

Chcesz więcej przykładów oszustw tego typu? Możesz poczytać o tym na Securelist.pl [2].

PS. Na dokładkę, może okazać się, że myśląc w języku obcym, myślenie to może być bardziej racjonalne: do poczytania tu: dwujezycznosc.pl [4]

Przypisy

[1] Nigeryjski szwindel jest starszy niż internet, Gadżetomania

[2] Twój nigeryjski spadek już czeka, Securelist

[3] Siedem zjawisk, które sprawiają, że nie myślisz racjonalnie, Focus.pl

[4] W drugim języku myślisz bardziej racjonalnie

[5] Nigeryjski łącznik

[6] Jak działa spam nigeryjski

[7] Manipulacje na stronach www

Zdjęcie pochodzi z http://pl.freeimages.com/photo/postage-stamps-1314111

1 comment

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked with *

Cancel reply

1 Comment

  • Aleksander Glemp
    16 października 2017, 15:32

    Dodam jeszcze, że podobne przekręty mają miejsce na znanym serwisie aukcyjnym. Wystawiając wartościowy sprzęt otrzymujesz zapytanie od potencjalnego klienta o cenę lub o stan. Wiadomość jest z przejętego konta, czasami uznanych sprzedawców, przy czym odpowiedź nie wraca do właściciela konta serwisu aukcyjnego tylko pod podmieniony email (zazwyczaj gmail) i następny email jest już z konkretną propozycją (zawsze taką samą), że w zamian za wysyłkę do wujka, siostrzeńca itp mieszkającego w Afryce rzekomy kupujący zapłaci spory naddatek, prosi o podanie numeru konta do wpłaty i danych osobowych. Dalej następuje rzekoma wpłata, z tym, że jest ona "wstrzymana" przez bank "kupującego" z przyczyn bezpieczeństwa i aby pieniądze "trafiły" do Sprzedającego musi on wysłać nr przesyłki. I na tym kontakt się urywa. Najlepiej w ogóle nie odpowiadać na pytania pisane łamanym językiem polskim (jaki cena? jaka stan? itp).

    REPLY

Inne artykuły