728 x 90

Zenit DTL* – bajeczna cyfrówka.

Zenit DTL* – bajeczna cyfrówka.

Jakiś czas temu słyszałem, że właściciele marki Zenit chcą wskrzesić niezapomniany aparat ery analogowej. I jest! Zenit DTL*, bardzo nietypowy, czy powtórzy sukces serii aparatów sprzed lat?

Zenit DTL z obiektywem Helios 44M, widok z góry. (Fot. Aleksander Glemp)

Zenit DTL z obiektywem Helios 44M, widok z góry. (Fot. Aleksander Glemp)

Na pierwszy rzut oka nowy cyfrowy aparat rosyjskiego producenta niczym się nie różni od znanego powszechnie Zenita TTL. Mam wrażenie, że większość części właśnie z niego pochodzi. Z przodu subtelne różnice, z góry także, największa zmiana z oczywistych względów dotyczy tyłu aparatu. Pojawił się spory ekran o wysokiej rozdzielczości oraz przyciski sterujące, na spodzie coś w rodzaju tabliczki znamionowej oraz drzwi komory baterii i karty SD/SDHC/SDXC. Aparat jest skierowany do specyficznej grupy odbiorców. Dlaczego? Gdyż jak za dawnych czasów oferuje jedynie tryb manualny. Zatem nie mamy żadnego autofokusa! Wszystkie nastawy musimy wprowadzić ręcznie pokrętłami sugerując się intuicją bądź wbudowanym światłomierzem rodem z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Nie jest to zatem sprzęt dla amatora. A czy dla zawodowca? Chyba też nie, brak AF, trybu zdjęć seryjnych i możliwości nagrywania wideo wydaje się wykluczać ten sprzęt do celów zarobkowych. Ale nie po to został stworzony. Twórcom przyświecała idea przeniesienia żywcem technik analogowych do świata cyfrowego. I tak mamy pełną klatkę (tak, tak!) w wydaniu manualnym. Co ciekawe rosyjska firma nie zaprojektowała sensora, to zadanie powierzyła japońskiej Sigmie i podpisała umowę na dostarczanie nowych matryc Foveon X3 (nie wiadomo natomiast kto jest producentem procesora obrazu). Ponieważ sensor Sigmy jest znany z budowy przypominającej kliszę filmową, całkowicie inną niż obecne sensory wielu aparatów, jest ciekawie. Rozmiar matrycy to oczywiście 35 x 24 mm a rozdzielczość 3 warstwy po 10 Mpx. Niby 30 megapikseli ale trzeba pamiętać że finalny obraz będzie miał “tylko” 10, za to szczegółowość będzie na poziomie cyfrówek 24 Mpx. Aparaty Sigmy z technologią Foveon nie należą do demonów prędkości. To samo miejsce ma tutaj. Zenit jest w stanie zapisać 1 zdjęcie na sekundę, ale zważywszy na to, że migawka jest naciągana ręcznie za pomocą dźwigni, jak to ma miejsce w tradycyjnych aparatach nie jest to żadnym utrudnieniem. Rozwiązanie to skutkuje również znaczną oszczędnością baterii. Zasilania wymaga jedynie elektronika. Niestety wadą tego rozwiązania jest brak systemu czyszczenia matrycy. Rosyjski producent łatwo rozwiązał ten problem stosując otwarcie migawki na czasie B (z blokadą przycisku wyzwalania migawki poprzez przekręcenie go) bez użycia prądu (całkowicie mechanicznie) co daje dobry dostęp do przetwornika i można go wyczyścić samemu. Aparat jest w stanie zrobić około 700 zdjęć (pomimo sporego apetytu na prąd matrycy Sigmy) na jednym ładowaniu co jest wynikiem dobrym. Zauważmy, że nowy Zenit nie ma wbudowanej lampy błyskowej, co także wpływa na wyniki testów żywotności baterii. Zapis zdjęcia na kartę SD trwa około 2 sekund (nie wiadomo nic o wielkości wewnętrznego bufora). Aparat pod tym względem jest zadziwiająco szybki w porównaniu z Sigmami. Także “chodzenie” po menu jest sprawne. Co prawda samo menu wygląda topornie jak na rosyjską szkołę projektowania przystało, ale jest czytelne i z oczywistych powodów nie zawiera dużo elementów. Zenit D posiada bagnet M42. Nie spodziewałbym się innego, ale producent zapowiada, iż w przypadku sukcesu aparatu wprowadzi dodatkowo wersje z bagnetem Pentax K, Nikon F, Minolta MD, oraz Canon FD. To będzie dawało możliwość użycia mnóstwa tanich, manualnych obiektywów, w które nietrudno się będzie zaopatrzyć. Co znajdziemy w zestawie? W styropianowym pudełku jest body, zaślepka body, zaślepka sanek lampy błyskowej, pasek, ładowarka, bateria, obowiązkowe certyfikaty i koniec. Instrukcję obsługi oraz oprogramowanie trzeba ściągnąć z Internetu. Brakuje też jakiegokolwiek kabla do zgrywania danych na komputer (bo i po co – nie ma nawet portu USB!) czy też czytnika kart. Ten trzeba sobie kupić oddzielnie. Nie sądzę aby to był jakiś problem. Cięcia kosztów są widoczne, ale jak już wspomniałem podejrzewam, że sporo części i rozwiązań zostało żywcem skopiowane z analogowych modeli. Na szczęście aparat jest zbudowany solidnie z aluminium, prawie nie ma tam plastikowych części.

Zenit DTL widok z tyłu. (Fot. Aleksander Glemp)

Zenit DTL widok z tyłu. (Fot. Aleksander Glemp)

Wizjer jest duży i jasny, jaśniejszy nawet niż w dawnych analogowych aparatach tej marki. Ostrzenie ręczne nie stanowi problemu.

Zenit widok przez wizjer, fot. Aleksander Glemp

Zenit, widok przez wizjer. (Fot. Aleksander Glemp)

Opcjonalne akcesoria jakie wymienia producent to oczywiście obiektywy, oraz pokrowce – z tworzywa skóropodobnego i prawdziwej skóry, oba do złudzenia przypominają te znane z minionych dekad.

Zenit DTL z obiektywem Helios 44M, widok od dołu. (Fot. Aleksander Glemp)

Zenit DTL z obiektywem Helios 44M, widok od dołu. (Fot. Aleksander Glemp)

A jak nowy Zenit sprawuje się w działaniu? Po prostu bajecznie. Po włączeniu jest gotowy do pracy już w niecałą sekundę. Nastawiamy czas pokrętłem, przysłonę pierścieniem na obiektywie, czułość ISO innym pokrętłem, balans bieli. A potem przykładamy oko do wizjera (nie ma żadnego podglądu na żywo czy kręcenia filmów – czysta fotografia), sprawdzamy czy ekspozycja jest właściwa za pomocą odchylanej wskazówki widocznej w wizjerze, regulujemy ostrość i pstryk. Zdjęcie zapisuje się na kartę (w RAW do dalszej obróbki lub w JPG) i to wszystko. JPGi z aparatu nie są szczególne, za to z RAWów dzięki matrycy Foveon można osiągnąć oszałamiające rezultaty zbliżone do analogowej kliszy. Na zdjęciach widać przyjemny dla oka szum. Nie wszystkim to może się podobać, ale ten sprzęt nie jest dla wszystkich. Na koniec wypada wspomnieć o cenie. Rosjanie wycenili go na 20 000 rubli czyli około 1250zł. Czy to dużo? Za pełną klatkę z Fovenon X3 raczej nie.

Zalety:

  • matryca FF Foveon X3

  • klasyczny wygląd

  • dostępność tanich obiektywów M42

  • niska cena

  • ten analogowy “feel” – magia

Wady:

Można by tu napisać brak autofokusa, zdjęcia “seryjne” jedno na sekundę, brak dołączonych akcesoriów, brak czyszczenia matrycy, toporne menu, brak jakiegokolwiek portu, ale największą wadą tego aparatu, która dyskwalifikuje go jest taka, że…

* jest niestety tylko moim wytworem wyobraźni i zapewne nigdy nie powstanie. Chciałbym taki mieć… A Wy?

Opracowanie własne autora. Fotografie Aleksander Glemp.

6 comments

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked with *

Cancel reply

6 Comments

  • Alex
    7 października 2017, 22:25

    Gdzie to kupić?

    REPLY
    • Aleksander Glemp@Alex
      8 października 2017, 10:57

      Sam chciałbym wiedzieć 🙂

      REPLY
      • Alex@Aleksander Glemp
        8 października 2017, 12:14

        W całym internecie nie ma ani jednego słowa ani zdjęcia na temat tego sprzętu. Skąd go wziąłeś? 🙂

        REPLY
        • Aleksander Glemp@Alex
          8 października 2017, 15:00

          Zdaje się, że nie przeczytałeś uważnie, wszystko jest napisane. 😉

          REPLY
  • Błażej
    18 października 2017, 16:38

    Rozwiązanie prawie gotowe: https://www.spidersweb.pl/2017/10/im-back-analogowy-aparat-cyfrowy.html

    REPLY
    • Aleksander Glemp@Błażej
      18 października 2017, 19:00

      Tak, widziałem już to rozwiązanie, inne też (drukowane na drukarce 3D). Zawsze to lepsze niż nic. 🙂

      REPLY

Inne artykuły